piątek, 31 października 2014

#14 Projekt denko: październik 2014

Cześć!

Czas na pokazanie kosmetyków, które udało mi się skończyć w październiku:)


1) Żel pod prysznic Original Source Mango&Macadamia




Cena: ok.8 zł

Dostępność: Rossmann

Żele z Original Source pachną obłędnie, ale niestety zapach czuję tylko podczas kąpieli i nie utrzymuje się on na mojej skórze. Zdziwiłam się, bo ten konkretny wariant zachowuje się zupełnie inaczej, jeśli biorę prysznic wieczorem, to rano dalej wyczuwam jego aromat na ciele. Zapach kojarzy mi się z wakacjami i tylko wtedy go sobie kupuję. Jest delikatny, owocowy, taki orzeźwiający;) Konsystencja również mi odpowiada, bo jest kremowa i dobrze się rozprowadza. Nie wysuszał mojej skóry. Nie jest to natomiast produkt bardzo wydajny. Wypróbuję jeszcze jakąś inną, bardziej zimową opcję;)


2) Olejek pod prysznic Nivea




tutaj jest recenzja tego produktu: klik

3) Żel myjący normalizujący Ziaja- liście manuka




Cena: ok 8 zł

Dostępność: sklepy Ziaja

Dobrze oczyszczał skórę rano i zmywał resztki makijażu wieczorem. Nie przyczynił się ani do poprawy stanu skóry, ani nie pogorszył jej kondycji. Starczył mi na 3 miesiące codziennego stosowania. Na plus zasługuje opakowanie z pompką.  Jak za tę cenę, byłam zadowolona i może kiedyś skuszę się na niego ponownie.

4) Szampon Balea Professional z olejkiem arganowym





Cena: ok. 2 euro

Dostępność: Drogerie DM, internet

Uwielbiam ten szampon;) Po użyciu włosy były miękkie i lejące. Zauważyłam, że jeśli go stosowałam, włosy były bardziej gładkie i sprężyste niż zwykle. Z pewnością kupię go ponownie.

5) Chusteczki nawilżane dla niemowląt Quanti





Cena: ok. 6 zł

Takimi chusteczkami zmywam podkład i resztki tuszu z dłoni, a czasem nawet makijaż. Te bardzo przypadły mi do gustu. Pachniały delikatnie i dobrze radziły sobie ze zmywaniem, również twarzy;) W opakowaniu zawiera 72 sztuki, więc starczają na długo i do końca są wilgotne, przez to, że mają plastikowy, szczelny otwór. Z pewnością kupię je ponownie.


A co Wam udało się zużyć?;)

wtorek, 28 października 2014

#13 ODŻYWKI: Nivea Long Repair i Yves Rocher Nutrition Conditioner z wyciągiem z owsa

Cześć!

Ostatnio pojawiły się recenzje produktów, z których nie byłam zadowolona, teraz dla odmiany pokażę Wam moich ulubieńców;)

Mowa o dwóch rewelacyjnych odżywkach do włosów. Z pewnością nie określiłabym siebie mianem "włosomaniaczki", ale często testuję nowe produkty i jestem ciekawa jak się u mnie sprawdzą.


Nivea Long Repair





Cena:ok. 9 zł
Pojemność: 200 ml
Dostępność: Rossmann, Hebe, Natura itp.


Yves Rocher Nutrition Conditioner




Cena: ok. 10 zł
Pojemność: 150 ml
Dostępność: Yves Rocher

 Obie odżywki sprawdzają się u mnie identycznie, więc opiszę ich zalety łącznie. Mam włosy dość kapryśne i czasem niektóre produkty potrafią zrobić na mojej głowie kompletne spustoszenie. Tutaj jest zupełnie inaczej;) 

W wakacje obcięłam 40 cm włosów i postanowiłam trochę zmienić ich pielęgnację, by nie dopuścić do rozdwajania się końcówek. Obecnie kończę obie tubki i widzę zdecydowaną poprawę w  kondycji kosmyków, myślę, że składa się na to kilka czynników, ale głównym jest właśnie stosowanie tych produktów. Oba przeznaczone są do włosów suchych i zniszczonych i takie mocno nawilżające produkty, u mnie sprawdzają się najlepiej.

 Po użyciu włosy są bardzo przyjemne w dotyku: miękkie, lejące i gładkie, na czym zależy mi najbardziej. Odżywkę nakładam po umyciu włosów na jakieś 3 minuty i po spłukaniu mogę swobodnie przeczesać włosy palcami. Nie plączą i nie mam potrzeby już używać po myciu odżywek w spray'u typu Gliss Kur, bo szczotka sama sunie przez kosmyki;) Są bardzo wygładzone i ładnie się układają.

 Konsystencja też jest podobna, obie są gęste i dość treściwe, jednak ta z YR jest trochę bardziej zbita. Przez to, że włosy są nawilżone, ładnie się błyszczą, co wcześniej im się nie zdarzało. Obie pachną bardzo przyjemnie. Zapach LR kojarzy mi się z delikatnym mydłem, a YR z cięższymi perfumami, czego kompletnie się nie spodziewałam, widząc owies na etykiecie;D  Mam wrażenie, że dobrze zabezpieczają też końce, ale wspomagam się również serum, przez 2 miesiące nie pojawiła się ani jedna rozdwojona końcówka. 

Wiem, ze składy nie są naturalne, ale właśnie takie się u mnie sprawdzają dużo lepiej i jakiekolwiek eksperymenty w przeciwnym kierunku źle się kończyły;) Biorąc po uwagę cenę, dostępność i działanie jestem na tak i będę do nich z chęcią wracać.

Dla zainteresowanych zdjęcia składów:








A jakie są Wasze ulubione odżywki? A może stosowałyście właśnie te? ;)

niedziela, 26 października 2014

#12 Benefit They're real Mascara- hit??

Cześć!

Dziś mam dla Was recenzję kultowej maskary marki Benefit- They're real Mascara. Pamiętam, że zawsze podczas zakupów w Sephora reklamy tego tuszu zwracały moją uwagę. Określenie go hitem, kultowym kosmetykiem itp. przemówiły również do mnie. Tusz trafił do mnie w świątecznym zestawie z Benetintem oraz próbką bazy pod makijaż. Przez kilka miesięcy trzymałam go na toaletce, ciesząc oko i zużywając inne zapasy. Opóźniałam otwarcie, spodziewające się miłości życia, na którą od pierwszego użycia będę skazana do końca swych dni wydawać co kilka miesięcy ok. 130 zł. Cena tego tuszu jest kosmiczna, ale tak bardzo lubię mocno podkreślone rzęsy, że gdyby był tego wart z pewnością kupowałabym go regularnie.

A teraz najważniejsze pytanie: czy jest to hit?

Zacznę od opakowania. Jeśli cena kosmetyku jest tak wysoka, oceniam każdy aspekt.








Mascara zapakowana jest w elegancki czarny kartonik. Bardzo dobre rozwiązanie, mamy pewność, że jest w nienaruszonym stanie.






Tusz ma srebrne, śliskie opakowanie. Prezentuje się klasycznie i elegancko, trochę retro-  w stylu szaty graficznej Benefit. Mascara ma pojemność 8,5g.




Szczoteczka jest gumowa, ma szeroko rozstawione "igiełki" a zakończona jest kuleczką.




Właśnie ta kuleczka pomaga rozdzielić rzęsy oraz wyciąga je w kącikach.


Przejdźmy do obietnic producenta:

1) 94% wydłużenia i objętości
2) 90 % podkręcenia
3) 94% uniesienia
4) 100 % trwałości efektu

1) Dzięki specyficznej szczoteczce tusz dobrze rozdziela rzęsy, więc objętość jest w porządku. Moje rzęsy wydłuża słabo i nie pogrubia wcale.

2) Tego aspektu nie mogę ocenić, bo mam rzęsy podkręcone same z siebie, nie używam zalotki itp.

3)  Uniesienie jest bardzo marne, mam ważenie, że rzęsy są "ciężkie" po użyciu tuszu. Kiedy próbuję dołożyć kolejną warstwę skleja rzęsy.

4) Tutaj kolejny zarzut. Maskara odbija mi się na pod brwiami. Na dolnej powiece natomiast nie.


Teraz jak prezentuje się na oczach:











Podsumowując, bardzo się zawiodłam na tym tuszu. Czasem po użyciu maskary dostawałam pytania, czy mam sztuczne rzęsy. Pomalowane tym nie zwracają uwagi. Dużo lepiej sprawdzają się u mnie tusze takich marek jak: Rimmel, Max Factor, Essence, Maybelline, a  kosztują max. 30 zł! Nie ma efektu "wow". Za cenę 130 zł spodziewałam się czegoś lepszego od tuszy drogeryjnych, jednak jak widać drogie nie znaczy tutaj wspaniałe. Bardzo denerwuje mnie to, że tusz odbija mi się na górze, bo wygląda to bardzo nieestetycznie i muszę go ciągle  kontrolować w ciągu dnia. Jest dla mnie słabym produktem i męczę się z tym ,żeby w ogóle zużyć go do końca. Widzę, że zbiera też wiele pozytywnych opinii, także trzeba się przekonać indywidualnie i może u kogoś się sprawdza. Ja pozostanę wierna moim ulubieńcom;)

Miałyście ten tusz, jak się sprawdził? Jakie są Wasze ulubione maskary?;)

poniedziałek, 20 października 2014

#11 beGLOSSY październik 2014

Cześć!

Od dawna chciałam sobie zamówić pudełko beGLOSSY, ale zawsze po drodze wydawałam pieniądze na co innego. I tak z oszczędności "urodzinowych" kupiłam subskrybcję na 3 miesiące.
Pudełko przyszło do mnie 15.10, ale w związku z tym, że studiuję w innym mieście zawartość ujrzałam dopiero w piątek;)

Motyw przewodni pudełka to "zrelaksuj się".








Samo pudełeczko jest bardzo solidne i śliczne, posłuży mi do przechowywania lakierów;)  Zaraz po otwarciu poczułam mocny aromat gumy balonowej! a najlepsze jest to, że czuć go otwierając pudełko nawet po kilku dniach;)




A co z zawartością?






Bony do: YASUMI i BINGOSPA, próbki kremów, które się gdzieś mi się schowały podczas robienia zdjęcia oraz opis zawartości pudełka.




Jako dodatek pojawiła się maseczka nawilżająca do twarzy. Dla mnie fajnie, bo nie testowałam jeszcze żadnej w takiej formie;)





Krem nawilżający do twarzy- pełen produkt.




Woda micelarna do twarzy.




Enzymatyczny peeling do twarzy- pełen produkt.





Odżywka do paznokci i skórek- pełen produkt.





Odżywka Aussie- pełen produkt.


Pudełko bardzo przypadło mi do gustu. Motyw przewodni "zrelaksuj się" idealnie pasuje do zawartości. Kosmetyki są tak dobrane, że pozwalają zrobić zadbać o skórę i włosy i umilić jesienne wieczory;) Ja najbardziej zadowolona jestem z odżywki Aussie, która od dawna za mną chodziła, odżywki do paznokci i peelingu do twarzy. Resztę też na pewno wykorzystam- płyn micelarny ma idealna pojemność na wyjazdy, a krem do twarzy na ekstremalne warunki z pewnością w zimie się przyda.  Aż 4 produkty są pełnowymiarowe, to też na plus. Troszkę mi brakowało czegoś z kolorówki, ale wiem, że w poprzednim pudełku był np. tusz, także może w listopadzie coś się pojawi;)

cena pudełka: 49zł
tu można zamówić: http://www.beglossy.pl/

A Wam jak podoba się październikowe pudełko?;)

sobota, 18 października 2014

#10 Golden Rose Velvet Matte Lipstick nr 23

Cześć!

Za oknem panuje już całkowicie jesienna aura;) Od jakiegoś czasu szykowałam się do zakupu szminki w ciemnym, burgundowym kolorze, który kojarzy mi się szczególnie właśnie z tą porą roku.

Szminki Golden Rose z matowej serii często przewijają się ostatnio na blogach i yt. Obejrzałam swatche, upatrzyłam konkretny kolor i tak oto mam idealną jesienną szminkę:




Cena: ok.10 zł

Dostępność: stoiska GR, sklep internetowy, drogeria Jasmin i Firlit


Zdecydowałam się na nr 23:




Opakowanie jest klasyczne. Matowe w kolorze bordowym. Jest dość małe- poręczne i nie otwiera się w torebce.

Szminka ma bardzo przyjemną konsystencję, łatwo rozprowadza się na utach. Jest to formuła matowa, ale nie jest to z pewnością tępy mat. Nazwałabym go raczej satynowym. Ogromną zaletą jest to, że szminka nie wysusza ust i nie podkreśl suchych skórek. Mam wrażenie, że wręcz troszkę je nawilża, otula przyjemną powłoczką.

Efekt utrzymuje się kilka godzin, jeśli w tym czasie nie pijemy i nie jemy. Po zjedzeniu czegoś znika, ale nie pozostawia nieestetycznej obwódki, tylko cała równomiernie blaknie. Nie odbija się także na zębach. Pigmentacja jest bardzo dobra, łatwo nakłada się ją prosto z opakowania, ja jednak przerzuciłam się na pędzelek, żeby przez przypadek nie wyjechać poza kontur ust;)

Cena za te pomadki w porównaniu do jakości jest rewelacyjna! Ponadto w ofercie jest bardzo dużo odcieni, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A tak prezentuje się na ustach:






Jak Wam się podoba ta seria i kolor?;)

czwartek, 16 października 2014

#9 Alverde seria do włosów z olejkiem arganowym

Cześć!

Kilka miesięcy temu moja siostra była w DM, więc dostała ode mnie obszerną listę z produktami, które chciałabym przetestować. Najbardziej ciekawa byłam produktów do włosów, które są niedostępne w Polsce. Poszukałam na blogach i yt, na co zwrócić uwagę i tak oto w koszyku znalazła się często wspomina seria Alverde z olejkiem arganowym. Kosmetyki czekały długo na swoją kolej a w związku z przeprowadzką na studia nadarzyła się okazja do testowania...




Cena: każdy z kosmetyków kosztuje ok.2 euro

Dostępność: drogerie DM

Pojemność: 200 ml


Pierwszy w kolejności jest szampon:




Szampon  jest bardzo podobny do szamponów z dostępnej w Rossmannie Alterry. Ma też bardzo podobną konsystencję- coś w stylu żelu, gdy wyciśniemy go na rękę. Mimo braku SLS trochę się pieni. Pachnie delikatnie, prawie niewyczuwalnie. U mnie się nie sprawdził. Dlaczego? Tak samo jak po kilku wariantach szamponów z Alterry moje włosy po nim przetłuszczają się szybciej niż po innych szamponach, dlatego używam go, męcząc się...

Teraz odżywka:




Tutaj przyjemnie nie jest;) Po pierwsze sama konsystencja odżywki- jest bardzo gęsta i zbita, co teoretycznie lubię, jeśli przyczynia się do tego, że nie spływa z włosów po nałożeniu. W  tym przypadku jednak, kiedy ją nakładam po kilku sekundach  na włosach jej nie ma! Zapach też mnie drażni, nie jest przyjemny. Te rzeczy jednak mogłabym znieść. Po nałożeniu czekam chwilę, by ją spłukać i co wtedy? Przeczesując ręką włosy żadnej miłej powłoki na nich nie czuć, tak jakby wchłonęła się w kilka sekund. A jaki jest efekt? Włosy całkowicie wysuszone,zbijające się w strąki. Następnego dnia dalej są matowe, nie da się ich dobrze ułożyć. Jedyną opcją jest spięcie;) Mam ochotę w tym momencie wyrzucić ją do kosza, bo włosy lepiej się układają bez użycia żadnej odżywki, niż po jej zastosowaniu. Wcześniej  miałam m. in. odżywkę z granatem z Alterry i okazała się rewelacyjna, więc w tym przypadku miałam podobne oczekiwania.


Teraz serum na końcówki:




Serum również mnie rozczarowało. Dlaczego? Drażni mnie zapach, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Po zastosowaniu wyczuwam dwie fazy uwalniania się zapachu;) Najpierw pachnie bardzo intensywnie cytrusami.. a po godzinie czuję słodko mdlący zapach orzechów. Jeśli chodzi o działanie... jest przeciętne. Nie nawilża końcówek. Jest dla nich neutralny.  O wiele lepiej sprawdza mi się olejek Marion z serii orientalanej, który je ładnie nabłyszcza. Na szczęście dla olejku można znaleźć różne zastosowanie niekoniecznie na włosach;)


Podsumowując, bardzo chciałam przetestować te kosmetyki i myślałam, że będą lepsze np. od Alterry z granatem. Seria jest według mnie kompletnym niewypałem. Mimo naturalnego składu zapewniają przynajmniej u mnie przetłuszczające się szybciej siano;) Z pewnością nigdy już po nie nie sięgnę.

 A co Wy używałyście/ polecacie z Alverde?;)

sobota, 11 października 2014

#8 Olejki pod prysznic: Nivea i Isana

Cześć!

Mam Wam dziś do pokazania produkty, po które często sięgam w okresie jesienno- zimowym. Są to 2 olejki pod prysznic z różnych firm. Mimo nazwy olejki- mają formułę żelu a pod wpływem wody spieniają się i bardzo łatwo rozprowadzają na skórze. Lubię je stosować akurat w tym okresie, gdyż zazwyczaj mam przesuszoną skórę m.in. od noszenia grubych swetrów i szalików a często nie mam czasu sięgnąć po balsam po kąpieli. Jedynym minusem jest zapach- nie jest on z pewnością przyjemny, wręcz "rybi". Myślę, że jeśli ktoś wielką wagę przywiązuje do ładnych aromatów, to u niego te produkty się nie sprawdzą. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze po myciu. Po kilku użyciach się do niego przyzwyczaiłam;) U mnie te olejki sprawdzają się świetnie,dobrze nawilżają suchą skórę- nie ma konieczności użycia potem balsamu. Skóra nie swędzi i nie piecze po zastosowaniu. Nie zostawiają na skórze żadnej tłustej warstwy.





olejek Nivea
cena: 15- 18 zł
pojemność: 200 ml
dostępność: Rossmann, Hebe, Natura, osiedlowe drogerie





olejek Isana
cena: 4,99 zł
pojemność: 200ml
dostępność: Rossmann  






Oba produkty sprawdzają u mnie identycznie. W związku z tym, że różnią się tylko ceną, a pojemność mają taką samą, będę sięgać po ten z Isany;) A czego Wy używacie do nawilżenia skóry?

czwartek, 2 października 2014

#7 Essie- Ballet Slippers

Cześć!

Dziś chcę Wam zaprezentować jeden z moich ulubionych lakierów do paznokci- Essie- Ballet Slippers.




Cena: ok.32 zł stacjonarnie (allegro taniej)

Dostępność: Hebe, SuperPharm, allegro, drogerie internetowe




Lakier należy do grupy mlecznych odcieni, które nie przykrywają idealnie płytki kolorem. Ja nakładam trzy cienkie warstwy, wtedy jestem najbardziej zadowolona z efektu. Końcówki delikatnie prześwitują, ale zdecydowanie mniej niż przy jednej warstwie. Lakier schnie szybko i dobrze się rozprowadza. Nie zostawia smug. Pędzelek to szeroka łopatka, więc dwoma pociągnięciami możemy pomalować całą płytkę;) Buteleczka ma w środku kulkę, która przy wstrząśnięciu pomaga rozmieszać lakier.

 U mnie z top coatem zadowalający efekt utrzymuje się 6 dni a potem wymaga poprawek. Kolor jest bardzo delikatny, więc paznokcie nie rzucają się od razu w oczy, a zarazem wyglądają na schludne i zadbane. Często używam go, gdy nie mam ochoty na mocny kolor a zarazem chcę je ładnie podkreślić. Przy tak jasnym kolorze nie musimy obawiać się, że pomalujemy skórki;) takie neutralne odcienie pasują również do wszystkich outfitów i na każdą okazję;) To jeden z niewielu odcieni, który stale gości w moich ulubieńcach i nadaje się na każdą porę roku. 

Kilka zdjęć na paznokciach:









Lubicie takie delikatne odcienie, czy raczej stawiacie na kolor?;)