wtorek, 21 kwietnia 2015

#25 Lakier opi tickle my france-y

Cześć!

Dawno tutaj nic nie pisałam, ale biorąc pod uwagę mój kierunek studiów i inne obowiązki, czasem ciężko o systematyczność.


Dzisiaj pokażę Wam ulubieńca początku wiosny. Mowa o lakierze z OPI w kolorze Tickle My France-y.




Buteleczka ma 15 ml. Dwie warstwy dają idealne krycie. Konsystencja jest świetna- lakier nie robi smug i co ważne nie jest zbyt gęsty, co utrudniałoby aplikację. Na moich paznokciach z top- coatem utrzymuje się ok. 6 dni w świetnym stanie.

Urzekł mnie jego odcień. Z pewnością to coś z gatunku nude, ale brudny, zmieszany troszkę z różem, fioletem i brązem. Zmienia się w zależności od oświetlenia. Trudno znaleźć jego odpowiednik.

Bardzo podoba mi się w połączeniu z trenczem i wiosennymi stylizacjami;-)

Jest dostępny w Sephorze, ale tam jego cena wynosi ok. 50 zł. Ja swój kupiłam za 19 zł na allegro.








A co Wy sądzicie o takich odcieniach?;)

czwartek, 11 grudnia 2014

#24 Ulubione lakiery jesień 2014 cz.II: Maybelline Colorama 120 Turquoise & My Secret 120

Cześć!

Najwyższy czas na zaprezentowanie drugiej części ulubionych w tym sezonie lakierów.

Pierwszy lakier to Maybelline Colorama 120 Turquoise:






Nigdzie nie mogłam znaleźć lakieru w kolorze ciemnego turkusu i udało się w szafie Maybelline;) Przepiękny i rzadko spotykany odcień, wygląda świetnie np. do grubych sweterków. Jest to mój pierwszy lakier z serii Colorama i zarazem jedyny, jaki posiadam, przy użyciu którego, do pełnego krycia idealnie wystarcza jedna warstwa. 



Drugi ulubieniec to lakier z My Secret o numerze 120:





Kiedy na zewnątrz jest zimno zawsze sięgam po ciemniejsze, chłodne odcienie czerwieni. Lubię lakiery tej firmy- polecam przyjrzeć się im w Drogerii Natura, bo mają duży wybór odcieni i nie są drogie;)

Jak Wam się podobają takie kolory?;)

niedziela, 7 grudnia 2014

#23 "Norwegian Wood"- Haruki Murakami

Cześć!

W zeszłym tygodniu niespodziewanie dopadła mnie choroba. Mając zakaz wszelkiego wychodzenia na zewnątrz, zastanawiałam się jak ten czas przetrwać i przypomniałam sobie, że jakiś czas temu kupiłam „Norwegian Wood” Murakamiego. Stwierdziłam, że taka okazja i tyle czasu żeby ją przeczytać szybko się nie powtórzy i zatopiłam się w lekturze.



Nie chcę tu zdradzać fabuły ani polecać jej każdemu, bo jest miliony „książkowych gustów.”Skupię się na emocjach, jakich mi dostarczyła. Uwielbiam książki pisane w ten sposób to znaczy dosadne wyrażenia, naturalistyczne opisy. Jest to powieść psychologiczna, „wkradamy” się w umysł głównego bohatera i przeżywamy jego emocje.

Przeczytałam ją w kilka godzin, nie mogąc się oderwać od losów głównego bohatera, który na początku mnie irytował, ale z czasem zyskał sympatie. Książka jest pełna realistycznych opisów tamtejszego Tokio, jak i relacji między ludźmi- zwłaszcza Toru z kobietami.  Opowieść jest przesycona seksem, alkoholem i papierosami, co stworzyło w połączeniu z opisami  tamtejszego Tokio niezwykły, melancholijny nastrój. Nietypowa sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie zaledwie 17- 20 letni ,wymagała od nich siły 40 -latków. Z pewnością nie jest to powieść optymistyczna, ponieważ często poruszany jest temat śmierci i bólu z tym związanego. Każdy reaguje inaczej- niektórzy stają się silniejsi a inni nawet sami decydują się odejść.

Książka świetnie ukazuje dylematy młodych ludzi, pokusy, poznawanie dorosłego życia i ten bolesny krok, kiedy z dzieciństwa wkraczamy w sferę  odpowiedzialności. Urzekło mnie jak autor budował napięcie między postaciami i formułował dialogi. Każda z tych osób była w jakiś sposób zagubiona i do czegoś dążyła, czasem nawet bezwiednie. Jeśli się wczytamy zobaczymy drugie dno wielu rozmów. Pokazane też jest, że w człowieku mieści się często wiele sprzeczności, które dostrzegamy dopiero poznając kogoś bliżej. 

Czasem czytając książkę układam sobie w głowie własne zakończenie- tutaj akurat marzyło mi się zupełnie inne, ale takie życie;) Po przeczytaniu książki kilkanaście razy słuchałam „Norwegian Wood” the Beatles. Nie znałam tej piosenki wcześniej, od niej pochodzi tytuł utworu i idealnie oddaje jego klimat.



Tutaj fragmenty, które zapadły mi w pamięć:

- „ Wiele razy wyciągałem w mroku rękę, lecz moje palce niczego nie dosięgały. Światełko było zawsze odrobinę za daleko.”

- „ Dlatego to chyba nic dziwnego, że jest na świecie człowiek, próbujący cię zrozumieć?
To coś w rodzaju hobby?- zapytała rozbawiona.
Możesz to nazywać hobby. Większość normalnych ludzi powiedziałaby, że to przyjaźń albo miłość, ale jeżeli chcesz, może być hobby.”

-„ Dlatego czasem rozglądam się dookoła i mam naprawdę dosyć. Dlaczego inni się nie wysilają? Dlaczego nie wysilają się tylko narzekają?
Patrzyłem na niego zaskoczony.- A ja mam wrażenie, że ludzie nieustannie pracują w pocie czoła, ale może się mylę?
To nie wysiłek, a zwykła praca.- odpowiedział krótko Nagasawa. Ja nie mówię o takich wysiłkach, tylko o takim, który się narzuca sobie w pewnym celu."

piątek, 5 grudnia 2014

#22 Projekt denko: Listopad 2014

Cześć!

Dzisiaj czas na projekt denko;)


1) Żel pod prysznic Wellness&Beauty




Cena: ok. 8zł

Dostępność: Rossmann

Takie owocowe zapachy kojarzą mi się typowo letnio. Jest przyjemny, owocowy i intensywny- niestety nie utrzymuje się po kąpieli na skórze. Udało mi się go kupić na promocji za ok. 4zł- jest to tylko 250 ml. Starczył mi na dwa tygodnie. Nie wiem czy kupię go ponownie, ponieważ wolę bardziej kremową konsystencję.

2) Mydło Balea- truskawkowe




Cena: ok. 5zł

Dostępność: Drogeria DM

Mydełko pachniało przepięknie! Dla mnie ten zapach był bardziej poziomkowy niż truskawkowy i się w nim zakochałam. Bardzo polecam, szkoda że nie można go kupić w Polsce.

3) Odżywka Garnier: Goodbye Damage





Cena: ok. 8zł

Dostępność: Rossmann, Natura, Hebe itp.

Odżywka spisywała się u mnie w porządku, ale spodziewałam się po niej trochę więcej. Liczyłam na większe wygładzenie i nawilżenie włosów. Nie wiem, czy kupię ją ponownie- na pewno nie dorównała mojej ukochanej Long Repair z Nivea ani odżywce z Awokado (też z Garniera).

4) Marion: olejek orientalny




Cena: ok. 6zł

Dostępność: Natura

Uwielbiam ten olejek i muszę pędzić po kolejne opakowanie. Często testuję takie specyfiki do włosów i ten sprawdził się jak dotąd najlepiej. Stosowałam go na wilgotne włosy i moje bardzo go polubiły- były miękkie i błyszczące.

5) Joanna: serum do końcówek z apteczki Babuni






Cena: ok. 5zł

Dostępność: osiedlowe drogerie

Świetne serum do zabezpieczania końcówek w zimie- o tym produkcie i poprzednim będzie oddzielny post;)

6)  Zmywacz: Top Choice





Cena; 3,79 zł

Dostępność: osiedlowe drogerie

Ciekawa forma dozowania skłoniła mnie do zakupu tego produktu. Wkładamy paznokieć do środka
(tam jest gąbka nasączona zmywaczem) i kręcimy opakowaniem. Samo zmywanie lakieru było w porządku, ale ten sposób strasznie przesuszył mi skórki i górną część palców. Ja się więcej nie skuszę i nie polecam.

7) Pianka do golenia Isana




Cena: ok. 8zł

Dostępność: Rossmann

Moja ulubiona pianka do golenia, już mam kolejne opakowanie w zapasie i bardzo, bardzo polecam. Ma lekką konsystencję, przyjemnie pachnie i nie "zapycha" ostrza maszynki, co przy innych często mi się zdarza.

A co Wam udało się zużyć?;)

czwartek, 27 listopada 2014

#21 Maybelline Color Tattoo: Permanent Taupe & On and On Bronze

Cześć!

Dziś chcę Wam pokazać jedne z najlepszych kosmetyków, jakie kupiłam podczas całego życia!:)
Mowa tutaj o cieniach w kremie z Maybelline:


Posiadam dwa kolory: Permanent Taupe i On and On Bronze. Opakowania to solidne, eleganckie słoiczki. Produkt zawiera 4 ml i kosztuje w cenie regularnej ok. 23 zł. 

Dlaczego tak bardzo je uwielbiam?

1) APLIKACJA
Są to cienie w kremie, aplikacja jest bardzo przyjemna i prosta. Najczęściej nakładam je po prostu palcem, ale pędzelkiem tak samo sprawnie się z nimi pracuje. Najpierw stosuję odrobinę bazy do powiek i tak przygotowane oko pokrywam tymi produktami;) Jeśli rano mam mało czasu na przygotowanie, ale chcę podkreślić powieki, to stawiam właśnie na te cienie.


2) TRWAŁOŚĆ
Zawsze jeśli mam przed sobą długi dzień i np. wieczorem planuję jeszcze spotkanie, gdzieś wyjeżdżam i nie mam jak poprawić makijażu, albo na zewnątrz jest +30 stopni, to używam tych cieni. Testowałam je w wielu "ekstremalnych" sytuacjach i tylko one wytrzymują na moich powiekach w idealnym stanie ok. 10 godzin, podczas gdy normalne cienie po 7 godzinach rolują się i znikają. Nie zawiodły mnie nawet podczas wakacji w Turcji. Jeśli nakładam je tylko na powiekę ruchomą, to nigdy nie odbijają się nieestetycznie nad nią, co jest kolejną zaletą.


3) UNIWERSALNOŚĆ
Jestem bardzo zadowolona z tych dwóch kolorów. Pasują tak naprawdę do wszystkiego i świetnie sprawdzają się w dziennym makijażu. Moim faworytem jest On and On Bronze- piękny złoto- brązowy odcień, który będzie pasował większości typów urody. Najczęściej nakładam go samego na powiekę i tylko tuszuję rzęsy. Lubię też bardzo łączyć go z czarną kreską zrobioną eye- linerem. Ponadto świetnie sprawdzają się jako baza wyjściowa, jeśli chcemy wykonać bardziej skomplikowany makijaż przy użyciu kilku różnych cieni.



 Dużo dziewczyn podkreśla brwi odcieniem Permanent Taupe i świetnie się u nich do tego sprawdza,  u mnie to nie zdaje egzaminu, gdyż mam wtedy brwi w kolorze fioletowo -śliwkowo- brązowym;)




Jeśli chodzi o konsystencję to On and On Bronze jest bardziej "masełkowy", a PT zbity i trzeba go dokładniej rozetrzeć, myślę, że na zdjęciu dobrze widać tę różnicę.



Podsumowując, biorąc pod uwagę cenę, dostępność i właściwości uważam te produkty za fenomenalne. Ponadto są bardzo wydajne i wystarczą na bardzo długo, oba mam dłużej niż pół roku a używam naprawdę często. Szkoda tylko, że w Polsce w porównaniu do Anglii i USA wybór kolorów jest dość mały, mam nadzieję, że u nas również pojawi się szersza gama kolorystyczna wzbogacona zwłaszcza o neutralne odcienie.

Używałyście tych cieni? A może znacie inne produkty do powiek w kremie?;)

środa, 19 listopada 2014

#20 Cienie Inglot- paletki Freedom System

Cześć!

Przyszedł czas na pokazanie Wam cieni Inglot, które zgromadziłam przez ostatni rok.




Na początek kilka  wstępnych informacji. System Freedom polega na tym, że same kupujemy sobie paletkę na wkłady i kompletujemy ją wedle uznania. Wybór kolorów jest naprawdę okazały. Wkład w formie kółka kosztuje 10 zł i zapakowany jest w plastikowe opakowanie. Cena paletki na 5 cieni to 14-16 zł. 

Do wyboru mamy 2 rodzaje paletek. Pierwszy model to rozsuwana paletka z przykrywką z matowego szkła, drugi natomiast to tradycyjna kasetka z lusterkiem. Ja mam dwie wersje, bo gdy gdzieś wyjeżdżam, to wygodniej mi zabrać tę z lusterkiem i na jej korzyść przemawia również to, że jest lżejsza. Osobiście jednak bardziej podobają mi się, te ze szklanym wieczkiem:)



Do tego typu kasetki można dobrać pasujący wymiarem malutki pędzelek:




Pokażę Wam jak łatwo wyjąć wkład, nie używając do tego noża, wsuwki ani paznokci:) Przykładamy wieczko do wkładu z magnesem -klik- i gotowe...




Obecnie posiadam 17 okrągłych wkładów, są zgromadzone w trzech paletkach, dwa pozostałe mieszkają obecnie w paletce Mac. 

Posiadam wkłady w czterech wykończeniach:
- pearl- perłowe
- amc shine- perłowe z drobinkami
- double sparkle- matowe z drobinkami
- matte- matowe

Najbardziej lubię perły i maty. Nie podoba mi się w wykończeniu db. sparkle to, że drobinki gasną na powiece a cienie dość ciężko rozcierają. Czasem mam też problem z rozblendowaniem ciemnych matów, robią mi się jakieś prześwity i plamy, ale może to kwestia wprawy. Generalnie najczęściej sięgam po perły i jasne maty. Cienie słyną z mocnej pigmentacji i to jak najbardziej się zgadza.

A teraz czas na swatche, starałam się oddać dobrze kolory, dodam też kilka słów od siebie odnośnie odcieni i zastosowania:)

PALETKA NR 1







Cień matowy w odcieniu waniliowym. Stosuję go na całą powiekę, żeby wyrównać koloryt i troszkę ją rozjaśnić, stanowi świetną bazę.




Ten cień to bardzo delikatne złoto, idealnie nadaje się do podkreślania kącików oraz do na całą powiekę, jeśli zależy nam na delikatnym rozświetleniu. 




Różowo łososiowy cień. Przypomina Naked Lunch z Maca. Pięknie wygląda łączony z innymi cieniami, daje bardzo ładny, subtelny efekt.




Ten cień uwielbiam! Niestety pochodzi z limitowanej kolekcji Noble, nie wiem czy jest dalej dostępny. Mix srebra, różu, szarości i brązu- cudowny i niejednoznaczny. Wygląda świetnie w połączeniu z cienką kreską zrobioną eye- linerem.




Cień srebrny- lubię stosować go na całą powiekę. do tego wytuszowane rzęsy i gotowe, podoba mi się jak zgrywa się w moimi szaro niebieskimi oczami- mam wrażenie, że lekko je "rozmywa";)




Cień, który jest poza paletką. Odpowiednik słynnego cienia Satin Taupe z Mac (mam oba i szykuję porównanie). Piękny złoto- brązowy odcień, idealny do dziennego makijażu dla większości typów urody.


PALETKA NR 2





Bardzo unikatowy odcień- szarość zmieszana z niebieskim i liliowym. Można z nim pokombinować, mi osobiście kojarzy się z letnimi makijażami.




Ciemna szarość z delikatnymi tonami fioletu, stosuję do załamania w szarym smokey eye.




Fioletowo szary odcień ze złotymi drobinkami. Nie lubię tego wykończenia. Drobinki gasną na powiece, a kolor średnio mi pasuje, myślę, że ten fiolet ładnie podkreśliłby zieloną tęczówkę.




Brązowo- rudy, miedziany. Ja nie czuję się dobrze w takim odcieniu, ale będzie super dla zielonych oczu, zwłaszcza na jesień.





Brąz z tonami śliwki, ekstra na jesień, jak dwaj poprzednicy również świetny dla zielonych oczu.


PALETKA NR 3 




Kawa z mlekiem- bardzo delikatny odcień. Stosuję go na całą powiekę, żeby wyrównać koloryt. Dla osób z jasną karnacją powinien się fajnie sprawdzić w załamaniu.




Cień w kolorze błotka. Według mnie kolor świetny do podkreślania załamania, inaczej nie prezentuję się dobrze.



Fiolet przełamany brązem, lubię go stosować w załamaniu. Idealny dla oczu zielonych.




Ciemny, chłodny brąz z domieszką fioletowego tonu. Świetny do smokey eye w wersji brązowej.




Ciemny, brudnoszary odcień. Fajnie się sprawdza jako alternatywa dla czerni do smokey eye oraz do podkreślania zewnętrznego kącika.




Czarna baza z granatowymi drobinkami, które pięknie połyskują. Niestety na powiece te drobinki giną.



Podsumowując, jeśli planujecie skomponować własną paletkę, dobrze jest najpierw zastanowić się jakie kolory nam pasują, w jakich dobrze się czujemy. Moje paletki są neutralne, gdyż właśnie w takim makijażu się lubię. Gdybym dokładniej przemyślała przed zakupem jakich kolorów potrzebuję, to nie kupiłabym kilku wkładów, które teraz mi nie odpowiadają:) 

Cienie z bazą utrzymują się u mnie w świetnym stanie ok. 8h. Raz dla porównania użyłam cienia 397 i cienia z paletki Raisins Estee Lauder ( wg mnie są identyczne) i Inglot wytrzymał na powiece dłużej. Wkłady są też bardzo wydajne, mimo częstego stosowania prawie nie widać ubytku. 

Jestem jak najbardziej na tak i polecam te cienie wszystkim!


Używacie cieni Inglot? Które kolory są Waszymi ulubionymi?:)

sobota, 15 listopada 2014

#19 Jesienny weekend w Wiedniu

Cześć!



Ostatni weekend spędziłam w Wiedniu i te trzy dni sprawiły, że jest to jedno z miast, do którego w przyszłości na pewno powrócę. Dlaczego?

Miasto jest pełne różnorodności, poruszając się w obrębie centrum  możemy dostrzec nowoczesną architekturę, a idąc kilka kroków dalej napotykamy na swojej drodze piękne, pełne przepychu budowle, pamiętające wiele wieków wstecz.

Ponadto moją uwagę przykuły detale takie jak: delikatne ozdoby starych kamienic, klimatyczne wystawy sklepów a także kolorystyka miasta. Wszystko to sprawia, że Wiedeń jest przestronny i nowoczesny a zarazem przytulny i pełen ciepła. Aż prosi się, żeby usiąść, zamówić kawę i poczytać dobrą książkę lub po prostu poobserwować ludzi wokół:)

Podczas wycieczki było bardzo ciepło jak na listopad (ok. 17 stopni!), natomiast nie przeszkodziło mi to w snuciu wizji na temat tego jak by to było spędzić tam święta- w myślach spaceruję powoli głównymi ulicami, wśród migoczących światełek, a śnieg delikatnie prószy i wtapia się we włosy.

Osobiście najbardziej podobał mi się Hofburg i pałac Schonbrunn,  miejsca te przez kilka stuleci związane były z panowaniem Habsburgów. Uwielbiam historię i różne anegdotki o słynnych postaciach a w tych miejscach można było poczuć się choć przez kilka godzin jak Sisi:) Są to jedne z najpiękniejszych budowli barokowych w Europie, przechadzając się po letniej rezydencji cesarzowej czuć niesamowity przepych i elegancję. Każdy szczegół jest misternie dopracowany i nawet po tylu latach pałac wygląda jakby czas się zatrzymał i zaraz miałby odbyć się tam wielki bal.

Udało mi się także odwiedzić, podobno największe w Europie Zoo i być na koncercie symfonicznym z elementami opery i baletu.

A teraz pokażę Wam zdjęcia tam zrobione, niestety nie wszystkie najpiękniejsze obiekty udało mi się uchwycić, ale mam nadzieję, że choć troszkę pokażę Wam czemu aż tak się zauroczyłam:)



Tutaj jeszcze Czechy- po drodze udało mi się zrobić zdjęcie Austerlitz- to tutaj odbyła się jedna z najważniejszych bitew wojen napoleońskich.


















































Przepraszam za jakość niektórych zdjęć, ale często warunki pozwalały na użycie do tego celu tylko telefonu:)

Ciekawa jestem jak Wam się podoba to miasto.. i czy już tam byliście lub macie zamiar się wybrać?